Dodał(a): Dorota Jakuć
15 kw. 2014, 15:46
Uczniowie na etapie edukacji wczesnoszkolnej są w moich oczach zatrważająco beztroscy i rozentuzjazmowani. Ich młode umysły zdają się postrzegać świat niezrozumiale optymistycznie. Mają w sobie tyle energii i radości. Ani trochę nie wyglądają na takich, którzy cierpią na reumatyzm – w przeciwieństwie do mnie. Czuję się przy nich jak staruszka. Mają tyle chęci do poznawania świata i rozwijania się. Nie nękają swych dusz przemyśleniami o bólu egzystencji, niesprawiedliwościach tego świata i losie, który ich czeka. Dziwi mnie, skąd w nich tyle siły, by wstać rano z łóżka, o pójściu do szkoły nie wspominając. Ich pogoda ducha uniemożliwia mi – zgorzkniałej nastolatce – funkcjonowanie w codziennym życiu.
Jednocześnie mój ból pogłębia świadomość tego, że: primo – też kiedyś byłam taka młoda i piękna; secundo – te biedne istoty nie zdają sobie sprawy z tego, co jeszcze je w życiu czeka.
Moim zdaniem na szkolnych korytarzach powinno się umieścić znaki: "Uwaga! Dzieci!", by ostrzec malkontentów przed zetknięciem z radosnym pierwszakiem i popadnięciem w skrajne załamanie nerwowe.