Dodał(a): Dorota Jakuć
19 paź 2014, 12:54
Pewnego wrześniowego dnia klasa I B przyszła do szkoły z tornistrami i reklamówkami zapełnionymi po brzegi. Po dzwonku na lekcję stopniowo na ławkach ukazywała się ich zawartość. Oprócz desek do krojenia, noży, miseczek, łyżek wyłaniały się starannie zapakowane przez rodziców gotowane jajka, marchewki, ziemniaki, pietruszka. Były też jabłka, seler, groszek konserwowy, majonez, pieprz i sól. No i wszystko jasne! Plan na dziś – przygotowanie sałatki warzywnej.
Dzieci ochoczo zabrały się do pracy. Kilka osób wybrało pracę grupową, kilka samodzielną. Tradycyjnie produkty na sałatkę kroi się w kostkę. Koncepcje co do grubości i kształtu poszczególnych składników były różne. Co uczeń, to inny pomysł. Jedni preferowali kostki masywne i wyraziste, inni delikatne, drobniutkie. Także sposób łączenia składników był odmienny: mieszanie łyżką, potrząsanie salaterką lub po prostu wyrabianie rękoma. Minęła godzina i sałatki były gotowe. Mimo, że zrobione z tych samych składników, różniły się od siebie. Powstały dania o różnych smakach, od ostrych po łagodne.
Po pracy dzieciaki szybko posprzątały salę. A było co robić! Gdy klasa lśniła czystością, kucharze przystąpili do degustacji. Wszystkim smakowało, sałatki dość szybko znikały. Największym zainteresowaniem cieszyło się dzieło Justyny i Agnieszki.
Pierwsze koty za płoty! Teraz pierwszaki mogą próbować swoich sił podczas trudniejszych kulinarnych dokonań. Ciekawe, na jaki pomysł wpadną?
Katarzyna Sikora
















