Opowieść o tym jak rosłam i mądrzałam czyli
historia szkoły inaczej.

1989

Szkółka:
Właśnie się pojawiłam na świecie.
Narrator:
Jest rok 1989.
Szkółka:
Jestem bardzo malutka, ale mimo to budzę ogromne zainteresowanie.Pisali o mnie nawet w gazetach, że taka jestem wyjątkowa i niezwykła. Jedyna w swoim rodzaju.

Społeczna Szkoła Podstawowa w Augustowie powstała jako jedna z pierwszych szkół niepaństwowych w Polsce, gdy tylko po pamiętnych wyborach w czerwcu 1989 roku pojawiła się  możliwość tworzenia szkół społecznych. Gazeta „Krajobrazy” z listopada 1989 roku donosiła: Rodzice są zadowoleni. Mają poczucie, że są współodpowiedzialni za funkcjonowanie placówki. Są dumni, że znaleźli się w pierwszej dziesiątce tego typu szkół w kraju. Obszerny artykuł kończył się stwierdzeniem: Eksperyment trwa. Dodajmy, że w październiku 1989 roku czesne wynosiło 30 tysięcy złotych.

Szkółka:
Może niezbyt wiele rozumiem, ale jedno jest pewne mam fantastyczną rodzinę. Jestem oczkiem w głowie wszystkich cioć, babć, kuzynek i kuzynów. Bardzo dużo miesza ciocia Małgosia, ale inni też mają charakterki.
Narrator:
Za twórców szkoły uważa się przede wszystkim rodziców pierwszego rocz-nika uczniów. Z Małgorzatą Dworak, pomysłodawczynią szkoły i  Józefem  Faszczą, jej pierwszym, społecznym dyrektorem na czele.
Szkółka:
A ja najbardziej lubię ciocię Asię. Spędzam z nią najwięcej czasu. Ona jest naprawdę kochana.
Narrator:
Pierwszą wychowawczynią i  nauczycielką nauczania początkowego w naszej szkole była pani Joanna Zambrowicz. Jej decyzja o pozostawieniu dotychczasowej pracy i wzięcie udziału w tym edukacyjnym eksperymencie wymagało wielkiej odwagi. To ona zaczęła wypracowywać wiele cieka-wych pomysłów, które tworzyły wyjątkowy klimat szkoły.
Szkółka:
Z moimi ciociami i wujkami nigdy nie jest nudno. Uczą mnie wszystkiego. Na przykład taki wujek Julek uczy mnie rysunków. Fajny jest, nawet nie każe zbierać kredek, które rozsypuję.
 Narrator:
W sprawie wujka Julka niewiele się do dziś zmieniło – sala po lekcji plastyki zwykle pozostaje w twórczym nieładzie.

1990/1991

Szkółka:
Rosnę, jak na drożdżach. Jestem trzykrotnie większa niż rok temu. A jak jestem duża, to mogę więcej. I mam nowe ciocie, z którymi jest bardzo wesoło i ciekawie. A jedna  – ciocia Łucja – to jest nawet dyrektorem, czyli taką nadciocią nad innymi ciociami i wujkami.
Narrator:
We wrześniu 1990 roku mieliśmy w szkole klasę pierwszą i dwie drugie, a  funkcję dyrektora objęła Łucja Fabianowicz.
W pożyczanym budynku na Młyńskiej bywało ciasno, ale tłok nie przeszkadzał twórczej i radosnej atmosferze zajęć. Dzieci z paniami robiły mnóstwo interesujących rzeczy, na przykład zaczęły wówczas wydawanie gazetki ‘To i Owo”.

1991/1992

Szkółka:
Rodzinka coś mówi o przeprowadzce. Czemu nie, bardzo bym chciała mieć wreszcie swój pokój. Wszystko się zmienia, ciocia Lusia sobie wyjeżdża. Zastąpi ją ciocia Jasia. Ciekawe, jak będzie dalej?
Narrator II:
Umowa zawarta w dniu 20 stycznia 1992 roku pomiędzy właścicielem nieruchomości – Zarządem Miasta Augustowa reprezentowanym przez 1)Wojciecha Stankiewicza –Burmistrza Miasta Augustowa, 2) Grzegorza Miklaszewskiego –Zastępcę Burmistrza Miasta a użytkownikiem  nieru-chomości Społeczna Szkołą Podstawowa w Augustowie reprezentowaną przez: 1) Łucję Fabianowicz –Dyrektora Szkoły Społecznej, 2) Małgorzatę Dworak- Prezesa STO w sprawie użytkowania nieruchomości położonej w Augustowie przy ulicy Zarzecze 17A, oznaczonej numerem geodezyjnym działki14 o powierzchni 2475 metrów kwadratowych.
Narrator
Paragraf 1. Właściciel przekazuje, a użytkownik przejmuje w użytkowanie nieruchomość położona w Augustowie przy ulicy Zarzecze 17A.

1992/1993

Szkółka:
Dostałam nowy, własny pokoik. Nie jest to co prawda nówka: stare budownictwo i kolory trochę smutne, ale za to jaka przestrzeń!!! Chociaż znowu bardzo wyrosłam, miejsca mam dosyć. Poza tym blisko do jeziora, obok las. Rodzice trochę się napracowali
Narrator:
Władze miasta zaakceptowały nową szkołę. sześć klas i zastęp nauczycieli to nie były żarty. Wydzierżawienie Społecznej budynku  na Zarzeczu było najlepszym dowodem na to, że się nas traktuje serio. A rodzice z radości przewalili w nowym budynku masę  gruzu, poprzesuwali ściany, tynkowali, założyli instalacje elektryczne, ułożyli podłogi, skrobali, szpachlowali, szorowali, myli i sprzątali. We wrześniu uczniowie zaczęli lekcje w nowym budynku.
Szkółka:
Teraz, jak mam własny pokoik, to mogę zapraszać koleżanki i kolegów. Na początku grudnia robię wielką imprezę, nazwałam ją „Gwiazdkowe Harce”. O nic się nie martwię, teraz jest ze mną tyle kuzynów i kuzynek, że możemy zaprosić mnóstwo dzieci.

1993/1994

Szkółka:
Właściwie to jestem trochę zmęczona. Czy to nie za dużo zdarzeń jak na takie maleństwo?
Narrator:
Europejski Program Badań Zanieczyszczania Powietrza ( trzeba było wchodzić na dach budynku gospodarczego, gdzie był nasz punkt pomiarowy)
Wyjazdy do teatru.
Wyprawy z „ Włóczykijem” .
Lepienie garnków w Węgorzewie.
Jakieś nagrody w konkursach plastycznych, recytatorskich i tanecznych..
Jasełka.
Dzień Wiosny, Dzień Ziemi, i Dni Augustowa, podczas których byliśmy przebrani za wodę.
Szkółka:
A kiedy będą wakacje?

1994/1995

Szkółka:
Jestem coraz większa i coraz więcej ode mnie wymagają. Od pierwszej klasy uczę się języka angielskiego. Mogę coś powiedzieć po angielsku..

1995/1996

Szkółka:
Tak sobie rosłam i rosłam, uczyłam się, bawiłam, było wesoło, a tu nagle jakieś pożegnania, rozstania, ktoś odchodzi. Jest mi smutno.
Narrator:
W czerwcu 1996 roku Społeczna Szkoła Podstawowa wypuściła w świat pierwszych swoich absolwentów. Byli oni co prawda naszymi uczniami tylko przez cztery lata, ale i tak byli „nasi”.
Narrator:
W imieniu absolwentów wystąpiła ówczesna ósmoklasistka Ewa Tuska, świeżo upieczona absolwentka, a jednocześnie rodzona córka wychowawczyni odchodzącej klasy – pani Ani Tuskiej. I kiedy łzy wzruszenia paraliżowały uczniów, rodziców i nauczycieli, wśród słów pożegnania wszyscy usłyszeli pamiętne słowa skierowane przez absolwentkę-córkę do wychowawczyni – matki: „Pani Aniu, była dla nas pani drugą matką”

1996/1997  1997/1998

Szkółka:
Dwa lata poważnej pracy. Dyplomy już mi się nie mieszczą na ścianach. Przede wszystkim jestem finalistką, a nawet laureatką wojewódzkich kon-kursów języka polskiego, języka angielskiego, historii i matematyki. Mam też jedne z najwyższych, bo dobre i bardzo dobre wyniki w Międzynarodowym Konkursie Matematycznym „Kangur”. Jestem zwolniona z egzaminów do szkoły średniej. Poza tym świetnie pływam, jestem znakomita w kajakach, mam sukcesy w konkursach czytelniczych, ortograficznych, literackich i wokalnych. A jak byłam w czwartej klasie, powiedzieli, że jestem rozpieszczonym dzieciakiem, które wchodzi nauczycielom na głowę.
Narrator:
Liczne sukcesy potwierdzone przez członków konkursowych komisji różnych szczebli budziły wielką radość, czasami niedowierzanie i zdumienie, bo przecież oprócz zwolenników szkoły nigdy nie brakowało osób podwa-żających sens istnienia takiej placówki.

1998/1999

Szkółka:
Rodzinka zafundowała mi komputer. Wcześniej korzystałam z komputerów znajomych, teraz mam swój. Napisali o tym w gazetach. Właściwie to wciąż o mnie piszą. Czasami to któraś ciocia coś napisze albo wujek, a nawet moje teksty były zamieszczane w prasie. Kto wie, może jak dorosnę, zostanę dziennikarką?

1999/2000

Szkółka:
Z okazji moich dziesiątych urodzin zorganizowaliśmy ogromne przyjęcie. Przybyła cała rodzina i mnóstwo znajomych. Był trzypiętrowy tort ze świeczkami, mnóstwo życzeń, wspomnień i wspólnej zabawy. Był też potężny deszcz, który doszczętnie zalał elektroniczne organy cioci Majki. Ona na pewno nie wspomina dobrze tej uroczystości. No i nie było strasznie ważnego wujka  Wojtka z Warszawy.  Tylko przysłał mi życzenia.
 Narrator:
Wojciech Starzyński – prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego  w jednym z wywiadów prasowych powiedział o naszej szkole.:
„Zdecydowanie wyróżnia się na mapie szkół niepublicznych, których ma-my w kraju około 200. Jest to szkoła prowadzona według najlepszych standardów europejskich”

2000/2001

Szkółka:
Zapomniałam powiedzieć, że od pewnego czasu jestem : dwa w jednym. Najpierw mnie podzielili, potem połączyli i zmienili  imię. Ale tak naprawdę wszystko jest po staremu. Lekcje – jak zawsze, imprezy – jak zawsze. Nuu..uda.
Narrator:
Od pierwszego września 1999 roku funkcjonuje Społeczne Gimnazjum, które wraz z podstawówką nosi nazwę Zespołu Szkół Społecznych STO. Właściwie jest to na początku gimnazjum męskie, bo uczą się w nim sami chłopcy.

2001/2002

Szkółka:
To prawda, że my czasami na lekcjach robimy dziwne rzeczy. Przebieramy się, jeździmy na wrotkach, robimy pastę jajeczną, a nawet chodziliśmy kiedyś po ławkach. Ale to są takie współczesne aktywizujące metody nauczania. I one naprawdę są bardzo skuteczne, bo moje wyniki z próbnego testu gimnazjalnego zachwyciły całą okolicę. A przecież tłumaczę: metody aktywizujące… i stąd te moje sukcesy.
Narrator:
Prasa donosiła: „Zdobyte punkty sprawiły, że chłopcy ze społecznego gimnazjum zajęli drugie miejsce w województwie podlaskim pod względem wyników sprawdzianu w części matematyczno-przyrodniczej.

2002/2003

Szkółka:
Nie wiem, czy wyście zauważyli, ale ostatnio trochę schudłam. Od jakiegoś czasu widzę, że sukienki na mnie wiszą, mam jeszcze dużo miejsca. Nie tylko ja się zmieniam, wokół mnie też dzieją się różne rzeczy: nie ma cioci Ani, cioci Basi, cioci Jasi, w podróże wyruszyli wujek Janek i ciocia Teresa. Ta moja rodzina jest teraz bardzo odmieniona, ale jak zawsze dzieje się u nas wiele ciekawych rzeczy. Nadciocią została Ciocia Ula.
Narrator:
We wrześniu dyrektorem szkoły została Urszula Jurgiel. Pojawiła się też kolejna klasa męska w historii szkoły, tym razem jest to siedmiu wspaniałych pierwszaków. Niestety, nie ma klasy drugiej i trzeciej szkoły podstawowej, a w gimnazjum jest tylko klasa pierwsza. Po latach tłustych przyszły lata mniej tluste. Liczba uczniów w szkole znacznie się zmniejszyła.

2003/2004

Szkółka:
Kolejny zwyczajny rok pracy. Lekcje, konkursy, nagrody, wycieczki, kalendarz imprez szkolnych. Właściwie wymieniłabym tylko trzy rzeczy, które zrobiły na mnie szczególne wrażenie:
– Po pierwsze, brawurowe przedstawienie „Scen z życia smoków” w wykonaniu naszego teatru ‘Spinka”. Przedstawienie wspaniale przyjęte i nagrodzone na ogólnopolskiej  X Melpomenie  w Olecku.
– Po drugie, stratowanie przez naszych uczniów pola ziemniaczanego u rodziny pani Asi Łukuć  w ramach słynnych wykopek,
– Po trzecie: powstała piosenka szkolna „Hej, hej, hej społeczna, tutaj praca niebezpieczna. Tu uczniowie specyficzni i w dodatku niezbyt liczni.

ciąg dalszy już wkrótce w dziale O nas–Teraźniejszość

Dodał(a):

24 Lis 2016, 15:24